Zawsze mój Świeradów

2026-11-03 12:28:18
A+ A-

O tożsamości, bolączkach kurortu i sile lokalnej społeczności

Teresa Fierkowicz — Zasłużonej dla Miasta Świeradów-Zdrój, wieloletnia nauczycielka, przewodniczka sudecka oraz działaczka społeczna — w szczerej rozmowie z Arkadiuszem Lipinem opowiada o pracy z młodzieżą, trudnym dziedzictwie pogranicza, potrzebie całorocznej rekreacji oraz marzeniu o Świeradowie-Zdroju, z którego młodzi ludzie nie będą musieli wyjeżdżać.

 

Arkadiusz Lipin: Całe życie poświęcasz Świeradowowi-Zdrojowi. Czy to nie jest za dużo? Poświęcasz się temu miastu bez reszty.

 

Teresa Fierkowicz: Jestem związana z miastem przez moich rodziców, którzy są tu od początku jego powojennego istnienia – jeszcze kiedy to nie był Bad Flinsberg, tylko Wieniec-Zdrój. To wiele opowieści, wiele historii. Śledzę je wszystkie, co ludzie opowiadają, i odnoszę wrażenie, że to już jest inny Świeradów niż kiedyś, ale wciąż mój. Nie zapominam o przeszłości, ale jest też nowe – musimy to pogodzić.

 

AL: Masz na to miasto bardzo duży wpływ, bo robisz w nim mnóstwo dobrych rzeczy. Nie żyjesz sobie po cichu, w cieniu, tylko cały czas jesteś niezwykle aktywna na płaszczyźnie społecznej.

 

TF: Dlatego nawet kuracjuszom powtarzam: „to jest moje kochane miasto i pokażę wam to, co tu najpiękniejsze, ale w trzy godziny się nie da”. Przyjeżdża ktoś i myśli sobie: „Cóż w tym Świeradowie można robić przez tyle czasu?”. Udowadniam im, że wiele. Mam takie wycieczki, które jako przewodnik prowadzę po raz szósty czy siódmy. Za każdym razem staram się znaleźć coś nowego – co nie jest łatwe, gdy mieszkają w tym samym hotelu – i na koniec okazuje się, że są zachwyceni. Czasami brakuje mi tego u naszych mieszkańców: obcy mówią „wow”, chwalą, dostrzegają piękno i zapowiadają powrót, a nam to po prostu spowszedniało.

 

AL: A co odpowiadasz tym, którzy narzekają, że w Świeradowie panuje nuda i wszystko zamyka się o osiemnastej?

 

TF: Pytam: a gdzie byłeś, jak działo się to czy tamto? Wiele osób nawet nie wie, że istnieje u nas Ścieżka Trzech Wodospadów. Ilu mieszkańców odwiedziło Stację Kultury? Ile osób wie o muzeum w Domu Zdrojowym albo o aquaparku, który przecież funkcjonuje od tylu lat? Niedawno był koncert orkiestr wojskowych, potem kolejny koncert, wernisaż, spotkanie z pisarzem. Jak na małą miejscowość, oferta jest naprawdę bogata. Nie trafimy w gusta wszystkich, ale doceńmy to, co mamy pod nosem, a nie szukajmy tylko tego, co za lasem.

 

AL: Mówisz dużo o turystyce, bo jesteś czynną przewodniczką sudecką. Jednak służysz Świeradowi znacznie szerzej – choćby przez stowarzyszenie, które prowadzi zajęcia, wycieczki, spacery dla lokalnej społeczności.

 

TF: Bardzo mnie cieszy, że coraz więcej osób wychodzi z domów. Często nie zdajemy sobie sprawy, że sąsiad zza ściany po prostu potrzebuje kontaktu. Ktoś zarzeka się, że nie da rady iść z kijkami, a potem okazuje się, że idzie i na marszach na orientację bawi się świetnie. Kiedy słyszę od uczestniczki: „Jak ja się cieszę, że tu jestem, bo inaczej siedziałabym sama przed telewizorem” – to jest moja największa nagroda.

 

AL: To właśnie z tej ludzkiej reakcji czerpiesz motywację? Z tego, że ludzie dają ci energię zwrotną?

 

TF: Dokładnie tak! Jeszcze dobrze nie opadły emocje po jednym finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, zgłoszony jest kolejny, a ludzie już dopytują, co będziemy robić i chcą by im zadania przydzielić. Nawet gdyby człowiek miał gorszy dzień, oni dają takiego kopa do działania, że od razu wraca gotowość do pracy.

 

AL: Jako nauczycielka masz też znakomity kontakt z najmłodszymi Świeradowianami. Zarażasz ich pasją, dzielisz się wiedzą i ciepłem. Co dostajesz od nich w zamian?

 

TF: Dają ogromną nadzieję. Po pandemii trzeba było włożyć trochę pracy, żeby dzieci na nowo rozruszać, bo chęć do wędrówek nieco spadła, ale znów przychodzą, często razem z rodzicami. Właśnie ze względu na ten kontakt i na szkołę nie odeszłam jeszcze na emeryturę. Gdybym odeszła, sama wiele bym straciła. Mam wolontariuszy, mam dzieci pracujące na rzecz otoczenia. Jeśli nauczą się tego za młodu, w przyszłości będą godnymi następcami. Zresztą, już wśród absolwentów widzę osoby, które same wychodzą z inicjatywą, pomagają przy stronach internetowych czy aukcjach charytatywnych WOŚP. Bez takiego zapalnika z czasem zabrakłoby fundamentu.

 

AL: Przez kilkanaście lat służyłaś miastu również jako radna. To niebagatelny wkład. Rozumiem, że ten etap uznałaś za zamknięty, ale nie z powodu urazy?

 

TF: Absolutnie nie. Robię dokładnie to samo, co robiłam, tylko teraz mam po prostu więcej czasu na działanie społeczne, bez dodatkowych obowiązków formalnych. Może jedynie brakuje mi możliwości bezpośredniego mobilizowania radnych na sesjach do włączania się w różne akcje.

 

AL: Zawsze można pojawić się na sesji i zaprosić wszystkich na sprzątanie miasta. Bo przecież w takich akcjach też regularnie bierzesz udział. Uważasz, że mieszkańcy angażują się w to za mało?

 

TF: Bardzo mało. Z moją klasą zbieramy butelki kaucyjne – mamy słoik, wrzucamy tam drobne ze zwrotów i odkładamy na wspólne wyjście na lody. Dzieciaki świetnie się angażują. Bardzo mnie jednak zabolało, gdy ktoś rzucił w naszą stronę komentarz: „jesteście śmieciarzami”. Dzieci też poczuły się dotknięte. To nie w porządku – śmieciarzem jest ten, kto śmieci w lesie zostawia, a nie ten, kto po kimś sprząta.

 

AL: Oczywiście. Śmieciarzem jest ten, kto wyrzuca odpady do lasu, a nie dzieci, które dbają o swoje miasto. Jeździsz po świecie, masz porównanie. Co twoim zdaniem wyróżnia Świeradów na tle innych miejscowości górskich czy uzdrowiskowych?

 

TF: Zawsze, gdy gdzieś wyjeżdżam, porównuję i zastanawiam się, co warto przenieść do nas. U nas wciąż niedocenione są piesze szlaki. Ludzie wjeżdżają koleją gondolową, idą na wieżę Sky Walk, a potem omijają Halę Spacerową Domu Zdrojowego – a drugiej takiej przecież nie ma! Mamy wspaniałe ścieżki dydaktyczne tuż pod nosem, jak choćby na Zajęczniku, świetne dla dzieci i dla dorosłych. Czerniawa i tamtejsze ujęcia wód to kolejne wyjątkowe miejsce. Do tego położenie na styku trzech granic, bliskość Drezna czy Żytawy dzięki połączeniom kolejowym. A przede wszystkim – w Świeradowie wciąż można znaleźć ciszę i spokój, nie ma tego wszechobecnego hałasu.

 

AL: Co w takim razie byś w Świeradowie zmieniła?

 

TF: Koniecznie powinien u nas stanąć pomnik żaby – w formie ławeczki, na której można usiąść i zrobić sobie zdjęcie. W Polanicy jest szachista, gdzie indziej pisarz czy inna postać. Cztery żaby przy fontannie to za mało, brakuje rzeźby w ludzkiej skali.

 

AL: A nie sądzisz, że zamiast samej żaby ciekawszy byłby doktor Leonard Kessel, który według tradycji opisał lecznicze właściwości tutejszych źródeł dzięki obserwacji tej żaby? Postać historyczna, naukowiec trzymający żabę – jak ławeczki Tuwima w Łodzi czy Marii Cunitz w Świdnicy?

 

TF: Może i tak, choć obawiam się, że zaraz zaczęłyby się spory o to, czy to postać niemiecka. Ludzie pytają o prosty, czytelny symbol. Zobacz, jak wielkim powodzeniem cieszą się wielkie salamandry w Czerniawie. Taka żaba mogłaby stanąć w zacisznym miejscu – na przykład na tarasie przy dawnej szachownicy, w tak zwanym rechotronie, gdzie można przysiąść i zrobić pamiątkową fotografię.

 

AL: Skoro poruszyliśmy kwestię historii... Znasz mój krytyczny stosunek do Flinsa jako sztucznego mitu, ty masz inne podejście. Co powiesz o Flinsie?

 

TF: Zawsze zatrzymuję się przy jego pomniku obok Szarotki i opowiadam, że są różne wersje tej opowieści. Świat legend i podań jest nam potrzebny, żebyśmy nie zestarzeli się za szybko. Ostał się Flins, ostała się żabka. O walończykach też opowiadam – zawsze noszę ze sobą minerały z Gór Izerskich: kryształ górski, piryt. Chcę, żeby turyści wyjeżdżali stąd ze świadomością tutejszego bogactwa naturalnego, a nie z kupioną na straganie ciupagą.

 

AL: Z tymi ciupagami, maskotkami gęsi i tandetą z drukarek 3D problem polega na dyktacie hurtowej taniości i pogoni za wysoką marżą handlarzy. Gdyby w ofercie pojawiło się autentyczne lokalne rzemiosło, szkło czy regionalne wyroby, zyskałaby cała tożsamość kurortu. A jak turyści reagują na wielokulturową, poniemiecką przeszłość miasta?

 

TF: Zdarzają się trudne sytuacje. Nie wchodzę w politykę, ale nie sposób opowiadać o Świeradowie bez wspomnienia o Schaffgotschach. Czasem bywa tak, że ktoś widzi niemiecką flagę przy hotelu albo słyszy o dawnych właścicielach i natychmiast reaguje agresją lub uprzedzeniami. Zapominamy, że historia pogranicza jest złożona – przez stulecia Śląsk związany był z Koroną Czeską, potem z monarchią habsburską i Prusami. Brak elementarnej wiedzy historycznej rodzi niepotrzebne fobie.

 

AL: Właśnie dlatego tak ważna jest rola przewodnika. Wspomniałaś wcześniej o trasach spacerowych – czego najbardziej brakuje w miejskiej przestrzeni rekreacyjnej?

 

TF: Brakuje łagodnych, czytelnie oznakowanych pętli spacerowych i tras do Nordic Walkingu – takich o profilu przyjaznym dla kuracjuszy z problemami ruchowymi. W Polanicy świetnie sprawdzają się oznaczenia piktogramowe, na przykład z serduszkami. U nas przydałaby się wyznaczona trasa od Domu Zdrojowego, przez deptak i mostek, w stronę Zajęcznika, z wyraźnymi drogowskazami na wysokości wzroku.

 

AL: Gotowe trasy o różnym stopniu trudności – od łatwych miejskich spacerów z psem lub wózkiem, po dłuższe pętle – z opisem nawierzchni, toalet i punktów widokowych. To sprawdzony model. A gdyby z Kwisy wyskoczyła złota rybka i mogła spełnić jedno marzenie nie dla ciebie, ale dla całego Świeradowa – co by to było?

 

TF: Chciałabym, żeby dokończono i zmodernizowano infrastrukturę sportowo-turystyczną, w tym ośrodek na Świeradowcu. Aby miasto żyło i dawało perspektywy młodym ludziom – żeby moje dzieci i wnuki nie musiały stąd wyjeżdżać za pracą. No, i marzy mi się wreszcie racjonalne uporządkowanie granic administracyjnych w naszym regionie, bo obecne podziały między powiatami i gminami paraliżują choćby wspólną komunikację publiczną.

 

AL: Oby się wnet spełniły! Dla Świeradowa i dla ciebie! Dziękuję ci serdecznie za tę rozmowę i gratuluję raz jeszcze tytułu Zasłużonej dla Miasta Świeradów-Zdrój.

 

TF : Dziękuję bardzo.

Czytaj również ZASŁUŻONA, WCIĄŻ AKTYWNA — sylwetka Teresy Fierkowicz, Zasłużonej dla Miasta Świeradów-Zdrój

Multimedia